RAMOWY PROGRAM WYJAZDU: Zgłoszenia przyjmujemy do 18.03.2023 r. Terminy i ceny: PLANOWANY TERMIN CENA DOSTĘPNOŚĆ 07.04.2024 – 14.04.2024 1997 PLN OSTATNIE WOLNE MIEJSCA! 12.04.2024 – 19.04.2024 1997 PLN BRAK WOLNYCH MIEJSC! Informujemy, że uzgodniliśmy z biurem turystycznym płatności w ratach: RATA TERMIN KWOTA 1 rata do 30 marca 2023 150 PLN 2 rata do 30 kwietnia 2023 150 PLN 3 Izrael z Jordanią w 8 dni. Izrael z Jordanią w 8 dni Skarby Ziemi Świętej i relaks nad Morzem Martwym. Jerozolima – miasto tradycji, religii i historii Tymczasowe Siły ONZ w Libanie, których zadaniem jest pomoc w utrzymaniu pokoju na granicy izraelsko-libańskiej, oświadczyły, że ich baza na Morzu Śródziemnym "została trafiona rakietą 5 Day Classic Israel Tour Itinerary. Day 1 - Jerusalem. Start your tour by visiting the four quarters of the Old City. Visit the Western Wall in the Jewish Quarter. In the Christian quarter, walk in the footsteps of history on the Via Dolorosa and visit the Holy Sepulchre. Na mocy porozumienia z Hamasem, które stara się wypracować dyplomacja Kataru, uwolniona miałaby zostać grupa kobiet i dzieci - w zamian za trwającą 3-5 dni przerwę w ofensywie Izraela oraz wypuszczenie z izraelskich więzień pewnej liczby Palestynek oraz więźniów nieletnich. Wcześniej w środę podobną informację podał Reuters. Witajcie, mam nadzieję, że uda mi się tu wrzucić za pomocą automatu kilka postów. Nie dość, że jest to mój pierwszy wątek przez fotorelacjonusza, to mój pierwszy w ogóle, więc za wszelkie wskazówki dziękuję. od 4 676 zł /os. Izrael w Maju oferty na wczasy i wakacje. Porównaj oferty ponad 120 biur podróży i rezerwuj online z Wakacje.pl. Izrael ogłasza: Hamas stracił kontrolę w Strefie Gazy - RMF24.pl - Hamas stracił kontrolę w Gazie, a jego bojownicy uciekają na południe - oświadczył w poniedziałek izraelski minister Premier Netanjahu stawia warunek - Wiadomości. Izrael gotowy na dłuższy rozejm z Hamasem. Premier Netanjahu stawia warunek. Prezydent USA Joe Biden rozmawiał w niedzielę z premierem Izraela Tato tabulka zobrazuje 14-dení trend počasí pro Izrael (Izrael) s denními symboly počasí, minimálními a maximálními teplotami a objemem a pravděpodobností srážek. Odchylka je v grafu teploty zabarvena. Čím výraznější jsou odchylky směrem nahoru či dolů, tím nejistější bude předpověď. 1huMl. W poprzednim wpisie ( znajdziecie wskazówki jak spędzić czas w Tel Avivie i Jerozolimie. Dzisiaj ruszamy na południe, żeby z kilkoma przystankami dotrzeć do Ejlatu, skąd czeka nas lot powrotny. Dzień 3. Morze Martwe Po sztandarowym hummusowym śniadaniu, maszerujemy do wypożyczalni, gdzie po małym zamieszaniu z limitami na karcie, odbieramy pojazd, którym podróżować będziemy dalej. Co prawda da się zaplanować podróż po Izraelu korzystając wyłącznie z komunikacji publicznej, ale może być to uciążliwe czasowo, a poza tym trzeba wziąć pod uwagę brak tejże w czasie szabasu. Tak więc podejmujemy samochód i ruszamy w kierunku miejscowości Ein Bokek, gdzie zamierzamy się zapoznać z Morzem Martwym. Jak się okazuje jazda ulicami Jerozolimy nie należy do najłatwiejszych. Drogi są zakorkowane a niecierpliwi kierowcy ciągle trąbią. Nie jest łatwo, ale w końcu udaje się nam wydostać z miasta. Za jego granicami krajobraz niemal natychmiast zamienia się na górzysto-pustynny. Przez cały czas zmierzamy „w dół”, od czasu do czasu mijając oznaczenia ileż to metrów poniżej poziomu morza się znajdujemy (Morze Martwe stanowi najgłębszą depresję na świecie – ponad 400 m poniżej poziomu morza). W depresji 🙂 Po nieco ponad godzinie, robimy postój w miejscowości Ein Gedi, stanowiącej bazę wypadową do Parku Narodowego o tej samej nazwie. Temperatura jest bliska 40 stopni i nie zachęca do buszowania po pustyni. Robimy ogólne oględziny, napotykamy też leniwie maszerujące, bądź siedzące na drzewach ibexy, czyli koziorożce. Zwierzyna Morze Martwe Po chwili ruszamy w dalszą drogę przez pustynię, prosto do Ein Bokek. O samej „miejscowości” nie ma co pisać. Jest to po prostu skuX7IEvUfRwEWMRL4hzcwbulxgHG3pATtomB-ktlnjkOshTD4_vw-bQ9v4FZbUZ4kbPiCyNLkPBlVw6T4C-tORhsZfNczfD1MzZQ7RtzozqKYNOxX6xkfK87pKGRfEJcc0brsiG7Y9A_MzelFpPy2Nn4OSYheBzp79iaUV62ItmaKqihBwFF-AQtvypVLexXNBUr4PM8uCZcCY_OzCKonhYeHGDa2GwGVHHqFMQVV86mkG7xp0GnmMOmz3wE1ZD-XS6xqG-SVKD7HVYi69RVc7gh4ZcSLSPJSUrxs9DOVZmb15ByyfrbfkUW0VqkHlfTNBTufOGPhOVcFTOB2jsNHJOw9C60EuKQ6ddqhJ6DYs3H_97ljGGedPRxSHK2iTzpBynSetvl2XRcRub-LfhpCi35qHTEy9MmtDsWQsY_v14NP9qkbrQBRHNsFbUpbxsi7q-4l0pIinUkrK8mFRGhWlGGRN3tbaEiOHik7FHJIQGuQscHmMvbszeg68xkAj1Bn1qEWBXz5kLAQ=w980-h654-no" alt=""/>Widok na Ejlat i Akabę Punkt ten jest położony niemal na granicy a na miejscu trafiamy na patrol uzbrojonych izraelskich żołnierzy i żołnierek (w Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa, niezależnie od płci). Ponieważ robi się już ciemno, wracamy do Ejlatu, gdzie resztę wieczoru spędzamy popijając miejscowe piwko. Chociaż szabas już się skończył, większość przybytków i tak jest wciąż zamknięta. Następnego dnia rano zostaje nam już tylko zwrot samochodu (w centrum miasta), podróż na lotnisko, słynne izraelskie kontrole (na szczęście w naszym przypadku poszło szybko i sprawnie) i lot do Warszawy. 1 W poszukiwaniu Airbnb… Dzień 2. Jerozolima Śniadanie spożywamy standardowe, czyli sklepowy hummus i pita. Za to dzisiaj jest bonus, bo na targu Yehuda spożywamy w miarę pitną kawę. Dzisiaj już dzień nieświąteczny, więc poza stoiskami z jedzeniem czynne są też inne, oferujące najróżniejsze szpejostwo, od przypraw, przez ubrania, po wiadra i inne młotki. Typowe izraelskie śniadanie 🙂 Na targu Na targu Na targu Z targu przemieszczamy się w kierunku zamieszkanej przez ortodoksyjnych Żydów dzielnicy Mea Shearim. Warto wiedzieć, że autochtoni nie są zbyt otwarci na wizytacje, toteż należy się odpowiednio ubrać (przypominają o tym wielkie tablice) i raczej nie zwracać na siebie uwagi. Jedna z tablic Chociaż umiejscowiona 5 minut od żywotnego targu, dzielnica sprawia wrażenie przeniesionej o jakieś 100 lat wstecz. Ulicami przechadzają się odziani z tradycyjne stroje Żydzi. Pełno jest małych sklepików, zakładów fryzjerskich, czy zegarmistrzowskich, księgarń i innych geszeftów. Życie wydaje się toczyć zupełnie innym rytmem i jest w tym coś niezwykle interesującego. Mea Shearim Niestety, nasz czas (a może i cierpliwość miejscowych na podejrzanych turystów) jest ograniczony, toteż opuszczamy ortodoksyjną dzielnicę i kierujemy się do starego miasta. Mury starej Jerozolimy robią wrażenie. Przechodzimy przez Bramę Damasceńską i znajdujemy się pośród wąskich uliczek, przy których tłoczą się stragany i sklepiki. Można tam kupić pamiątki, ubrania, czy słodycze. W niektórych zaułkach znajdują się małe kawiarnie oferujące też shishę. Brama Damasceńska Mury starego miasta Za Bramą Damasceńską Za Bramą Damasceńską Stare miasto podzielone jest na dzielnice: chrześcijańską, żydowską, muzułmańską i ormiańską. Każda z nich ma odmienny charakter. Znajdziemy tu miejsca ważne dla każdej religii, Bazylikę Grobu Pańskiego, Ścianę Płaczu i meczet na Wzgórzu Świątynnym. My na początku trafiamy pod Ścianę Płaczu. Żeby do niej podejść musimy przejść przez bramki, takie jak na lotnisku. Po kontroli dostajemy się na plac z widokiem na Ścianę. Można też podejść bliżej, są dwa osobne wejścia: dla kobiet i dla mężczyzn. Ściana Płaczu Ściana Płaczu Ściana Płaczu Później przemieszczamy się w kierunku Wzgórza Świątynnego, niestety nie dostajemy się do celu, a wyposażeni w karabiny żołnierze (ten widok w Izraelu jest powszechny) oznajmiają, że Wzgórze jest zamknięte (przed wizytacją warto sprawdzić godziny w jakich jest otwarte, zależy to też od sezonu). Meczet na Wzgórzu Świątynnym Maszerując wąskimi uliczkami docieramy w okolice Bazyliki Grobu Pańskiego. W środku jest ciasno i trochę ciężko złapać orientację,a grupy ludzi przemieszczają się w różnych kierunkach na raz. Wychodzimy więc na zewnątrz, gdzie łączymy się z darmowym wi-fi i dopiero w ten sposób dowiadujemy się co widzieliśmy. Bazylika Grobu Pańskiego Wewnątrz Bazyliki Wewnątrz Bazyliki Po tychże oględzinach stwierdzamy, że niezwłocznie należy coś zjeść. Wychodzimy więc ze starego miasta i udajemy się do arabskich bud na przeciwko Bramy Damasceńskiej, gdzie można w miarę tanio spożyć falafla w picie. Tak też czynimy. Po spożyciu udajemy się na spacer do nowszej części miasta, wzdłuż jednej z głównych ulic, Yafa Street. Ponieważ jest gorąco, podejmujemy zimne piwko a później zmierzamy ku Górze Oliwnej, żeby zobaczyć zachód słońca nad Jerozolimą. Takie tam, w Jerozolimie Po drodze zahaczamy o dzielnicę ormiańską starego miasta, a później także o żydowską. W końcu opuszczamy mury i zaczynamy wspinaczkę na górę. Tu warto zaznaczyć, że całe zbocze pokrywa żydowski cmentarz, na którym, ze względu na lokalizację, ceny miejsca pochówku dochodzą do miliona dolarów (info z internetów). Dzielnie maszerujemy do góry, zachód słońca coraz bliższy a po drodze napotykamy jeszcze wielbłąda. Wykopaliska a nad nimi cmentarz Napotkany zwierz W końcu naszym oczom ukazuje się niczego sobie widok na stare miasto z górującą nad nim złotą kopułą meczetu. Po zachodzie słońca zaczynamy odwrót. Zachód słońca nad Jerozolimą Kopuła meczetu Cmentarz na zboczu Góry Oliwnej i Jerozolima Wracamy do starego miasta jedną z bram, trafiając do dzielnicy muzułmańskiej. Mijamy meczet, pod którym zebrała się grupa Żydów wykrzykujących coś w stronę zmierzających na modły muzułmanów. Za chwilę pojawiają się też uzbrojeni policjanci. Nie wiadomo o co chodzi, lepiej jednak wiać. Zajścia przed meczetem Przemierzamy raczej mało turystyczne części starego miasta (przez chwilę można się poczuć jak w Bagdadzie, przynajmniej tak przypuszczam). W końcu udaje nam się dotrzeć do bardziej cywilizowanych zakamarków, w okolice Bramy Damasceńskiej. W zaułkach dzielnicy muzułmańskiej W zaułkach dzielnicy muzułmańskiej Jesteśmy już dość konkretnie głodni i zmęczeni. Zmierzamy więc w kierunku poleconej nam hummusowni, na szczęście znajdującej się nieopodal naszego koczowiska. Gdy w końcu dostajemy żywność na liczniku jest już prawie 25 km. Po spożyciu hummusu i falafli (tym razem nie sklepowych) udajemy się prosto do spania. Następnego dnia czeka nas dość wczesna pobudka – musimy odebrać samochód i ruszyć nad Morze Martwe! Jedzonko I koniec… Mini-info praktyczne Dojazd z lotniska Lotnisko TLV jest położone mniej-więcej w połowie drogi miedzy Tel Avivem a Jerozolimą. Do Tel Avivu mozna się udać pociągiem (nie kursuje w szabas (od piątkowego do sobotniego popołudnia i święta), do Jerozolimy natomiast jeżdżą tzw. szeruty (również w szabas i święta!). Jeśli chcemy dostać się do Tel Avivu w dzień świąteczny pozostają nam taksówki (stała cena ok. 160 ILS, warto próbować szukać chętnych do zrzutki na przejazd np. wśród współpasażerów, bo cena jest stała niezależnie od adresu/ów w mieście) Z Tel Avivu do Jerozolimy Busy firmy Egged (rozkłady na jeżdżą z dwóch dworców co kilkanaście minut (koszt 16 ILS) i docierają na dworzec główny w Jerozolimie. Podróż trwa ok. godziny. Można też podróżować szerutem, ale nie korzystaliśmy, więc nie znam szczegółów. Noclegi Wszystkie noclegi bookowaliśmy przez Aribnb (po sprawdzeniu wszystkich opcji wyszło najtaniej). Jedzenie Podstawą naszego wyżywienia (nie do końca z wyboru) były sklepowe hummusy (duży wybór w każdym sklepie, cena opakowania w zależności od rozmiaru 7-15 ILS), pasty np. z bakłażana i pity. Woda w Izraelu jest pitna toteż spokojnie można uzupełniać swoje butelki kranówą i tak też czyniliśmy na terenie całego kraju. Tel Aviv: ze względu na święto większość przybytków była nieczynna. Internety polecają żywić się na targu ha-Karmel, niestety nie było nam to dane. Jedliśmy kalafiorowe falafle w przybytku o nazwie hashomer1. Dobre, ale trochę drogie. Jerozolima: najtańsze jedzenie (typu falafel w picie) dostępne jest w arabskich budkach na przeciw Bramy Damasceńskiej (cena bodajże 8 ILS). Ponadto spory wybór jadłodajni (nie najtańszych, ale do przeżycia) znajdziecie na targu Mahane Yehuda. Żerowaliśmy też w polecanej przez naszego airbnb hosta knajpce Tahini’s hummus (cena za hummus 20-kilka ILS), całkiem dobre i wypełnione głównie lokalną ludnością. 0 Do zorganizowania wycieczki do Izraela skłoniła nas bardzo dobra oferta cenowa biletów lotniczych naszego narodowego przewoźnika oraz wiosenna tęsknota za słońcem. Wybraliśmy termin na początku marca, optymalny pod względem warunków pogodowych na zwiedzanie, trekking i krótkie plażowanie. Przy wyborze terminu lotu warto pamiętać, że w Izraelu od piątkowego zachodu słońca do sobotniego zachodu panuje szabas. W praktyce oznacza to, że nie działa żadna komunikacja, nie jeżdżą pociągi ani autobusy, a jedynym środkiem transportu, którym można dojechać na lotnisko bądź się z niego wydostać jest taksówka należąca do wyznawców innych religii niż Judaizm. Cena pokonania około 20 kilometrowej trasy z centrum Tel-Avivu na lotnisko, bądź w odwrotną stronę to około 150 ILS (Szekli) czyli 150 PLN. Wiele linii lotniczych oferuje bardzo niskie ceny biletów na sobotnie loty, ale pamiętajmy, że tego dnia nie uda się skorzystać z komunikacji publicznej. Przed wyjazdem do Izraela dobrze jest zaplanować szczegółowo pobyt, zwłaszcza jeżeli chcemy odwiedzić wiele miejsc w ciągu kilku dni. Nam udało się zobaczyć Jerozolimę, rezerwat En Gedi, Ein Bokek nad Morzem Martwym, twierdzę Masada, Arad, Park Narodowy Bet Guvrin oraz Tel-Aviv. Na lotnisku Ben Guriona w Tel-Avivie wylądowaliśmy w niedzielny poranek. Bezpośrednio z lotniska do Jerozolimy można dojechać szybkim pociągiem kursującym co 30 minut. Podróż do stacji Yitzhak Navon w Jerozolimie zajmuje około 20 minut i kosztuje około 20 ILS. Ze stacji Yitzhak Navon odjeżdżają tramwaje i autobusy, którymi można dojechać do dowolnej części miasta. Jerozolima Na zwiedzanie Jerozolimy przeznaczyliśmy dwa dni. Dysponując tak małą ilością czasu skupiliśmy się na najważniejszych miejscach Starego Miasta – które podzielone jest na cztery dzielnice: chrześcijańską, muzułmańską, żydowską i ormiańską. Pomiędzy dzielnicami można przemieszczać się bez większych ograniczeń, przed wejściem do dzielnicy żydowskiej trzeba przejść kontrolę bezpieczeństwa, podobnie wychodząc. Czasami w punktach kontroli tworzą się kolejki, więc planując wizytę w miejscu, które ma ograniczone godziny otwarcia, trzeba zaplanować przynajmniej pół godziny zapasu. Na pewno miejscem, które warto odwiedzić choć wejście do niego nie jest proste, jest Wzgórze Świątynne. Jedyne wejście dla zwiedzających niebędących muzułmanami znajduje się od strony Bramy Gnojnej, po rampie, po przejściu kontroli bezpieczeństwa. Wejście możliwe jest tylko w godzinach – oraz od poniedziałku do czwartku. Do wnętrza meczetów mogą wejść tylko muzułmanie. Ściana płaczu, z prawej rampa dla wchodzących na Wzgórze Świątynne. Na wzgórzu znajduje się święte miejsce dla muzułmanów: Kopuła na Skale – widoczna z każdego punktu miasta. Kopuła na Skale W dzielnicy chrześcijańskiej najważniejszym miejscem, jest Bazylika Grobu Świętego – należąca aż do sześciu wyznań chrześcijańskich, do kościoła rzymskokatolickiego, grekokatolickiego, ormiańskiego, syryjskiego, koptyjskiego i abisyńskiego. Mimo że to najważniejsza świątynia chrześcijaństwa, nie jest łatwo odnaleźć w plątaninie uliczek starego miasta drogę do niej prowadzącą. Otwarta jest od 5:00 do 21:00, a wejście jest darmowe. Do wewnętrznej Kaplicy Grobu Pańskiego obowiązuje kolejka, której unikniemy przychodząc tu albo bardzo wcześnie rano, albo późnym wieczorem. Jeśli pojawimy się o świcie (ok. 4:30), to nagrodą za wczesne wstawanie będzie możliwość uczestniczenia w ceremonii otwarcia Bazyliki Grobu. Kluczami do niej opiekują się od wieków dwie muzułmańskie rodziny – Judeh i Nuseibeh. Rodzina Judeh przechowuje klucz, a Nuseibeh odpowiada za otwieranie i zamykanie za jego pomocą bramy. Wokół Bazyliki Grobu od wieków toczą się spory pomiędzy religiami o prawo własności. W XIX wieku przedstawiciele religii roszczących sobie prawo do tego miejsca porozumieli się i określili zasadę niezmiennego stanu rzeczy „Status Quo”. W praktyce oznacza to, że na wszelkie zmiany w obrębie świątyni muszą zgodzić się przedstawiciele wszystkich religii. Symbolem „Status Quo” stała się tzw. „Święta drabina” postawiona na gzymsie najprawdopodobniej w połowie XIX wieku, być może przez kogoś, kto chciał umyć okna. Jej przestawienie wymagałoby zgody przedstawicieli wszystkich religii, więc drabina stoi do dziś. Święta drabina Warto też spojrzeć na Jerozolimę z innej perspektywy i wybrać się na spacer po murach miejskich, wejście znajduje się przy bramie Jaffa – bilety kosztują 16 NIS. Na mury miejskie wchodzić można do godziny 16. Z wysokości możemy też popodglądać normalne życie, które toczy się wewnątrz murów,. W świętym mieście też suszy się pranie, a dzieci grają w piłkę na przerwie w szkole. Jeżeli zgłodniejemy to stare miasto oferuje mnóstwo miejsc, gdzie można zjeść w tradycyjnym stylu i zamówić choćby hummus z sałatką, piklami i chlebkiem pita. Hummus Wielbiciele sieciówek też znajdą coś dla siebie, ale w lekko odmienionej formie. Jak zwykle najwięcej przyjemności daje celowe zagubienie się w plątaninie uliczek i straganów oferujących wszystkie możliwe dobra i usługi. Jerozolima Wieczorem wybraliśmy się na punkt widokowy, położony niedaleko Wzgórza Oliwnego – łatwo do niego dotrzeć komunikacją miejską kierując się do Hotelu Seven Arches. Mozna na przykład pojechać autobusem 255 odjeżdżającym z przystanku Sultan Sulliman Terminal, który znajduje się blisko Bramy Damasceńskiej. Przejazd trwa kilkanaście minut, a autobus wwozi nas wysoko ponad miasto. Widok jest fantastyczny, zwłaszcza o zachodzie słońca. Wielkie wrażenie robią tysiące nagrobków pokrywające zbocza góry. Chrześcijanie, muzułmanie i żydzi wierzą, że to właśnie tutaj nastąpi Dzień Sądu Ostatecznego, a przez Dolinę Cedronu, położoną pomiędzy Górą Oliwną a Wzgórzem Świątynnym, przejdzie Mesjasz zabierając ze sobą zmartwychwstających zmarłych. Wszyscy, których na to stać, chcą być pochowani jak najbliżej tego miejsca. Znajduje się tu około 180 tysięcy grobów. Dziś pojedyncze miejsce na tym cmentarzysku kosztuje około miliona dolarów. Widok na Izrael Mimo że w ciągu dnia panowała bardzo przyjemna temperatura około 20 stopni, wraz z nastaniem zmroku gwałtownie się ochładza, dlatego przydatnym wyposażeniem jest ciepła bluza, ewentualnie kurtka przeciwdeszczowa. Jeszcze rzut oka na miasto i szybki powrót do hotelu. Przez cmentarzysko prowadzi ścieżka wprost pod mury. Oferuje ona bardzo ładne widoki, ale my tym razem wybieramy transport zbiorowy. W stronę rezerwatu En Gedi Przez kolejne dni będziemy przemieszczać się po Izraelu wypożyczonym samochodem. Wypożyczenie małego samochodu na cztery dni (z opcją zwrotu w innym mieście) to koszt 500 NIS. Z Jerozolimy wyruszyliśmy w stronę oazy i rezerwatu En Gedi najpierw drogą nr 1, a później brzegiem Morza Martwego drogą nr 90. Przed wyjazdem do Izraela pobraliśmy mapki tej okolicy do korzystania offline. Warto pamiętać, że koszt transmisji danych w Izraelu jest dość wysoki. Z Jerozolimy położonej na 580 m w ciągu godziny zjechaliśmy do najniższego punktu na ziemi, Kibucu Beit HaArava położonego 394 m poniżej poziomu morza. Krajobraz zmienił się na pustynny, a w oddali pojawiło się Morze Martwe. En Gedi Po kilkunastu minutach podróży drogą nr 90 dotarliśmy do oazy i rezerwatu En Gedi. Jest to bardzo ciekawe miejsce oferujące możliwość odbycia krótkiego trekkingu, albo całodniowej wycieczki do punktów widokowych. Wszystkie informacje dotyczące godzin otwarcia, cen oraz proponowanych tras można znaleźć na oficjalnej stronie Izraelskich Parków Narodowych. Wybraliśmy najpopularniejszą trasę z parkingu przy kasach do Wodospadu Dawida. Z tego powodu, że rezerwat okazał się bardzo interesujący i okalające wodospad wzgórza bardzo kusiły, wybraliśmy się jeszcze na krótki trekking. Szlaki nie są trudne technicznie, ale kamieniste, dlatego najlepsze na te warunki okazały się buty trekkingowe. Jeśli chcemy połączyć trekking z brodzeniem w wodospadach, wtedy nieodzowne będą, sprawdzone w takich warunkach sandały sportowe. Do brodzenia w wodzie idealnie sprawdziły się sandały trekkingowe Ścieżki są dobrze oznaczone, a w punkcie informacyjnym dostępne są mapki, więc poruszanie się po rezerwacie i planowanie tras nie powinno sprawić problemu. Atrakcją rezerwatu, zwłaszcza dla najmłodszych są góralki skalne, żyjące w zaroślach okalających wodospady. Przyzwyczaiły się do turystów i chętnie pozują do zdjęć Arad Kolejny przystanek na trasie to Arad – niczym niewyróżniające się miasto pośrodku pustyni Negew. Na pewno można tu znaleźć nocleg tańszy niż nad brzegiem Morza Martwego i niewiele poza tym. Zaletą nocowania w Aradzie jest bliskość twierdzy Masada, do której można dojechać drogą 3199 – przez Pustynię Negew. Jadąc warto się rozglądać, bo można wypatrzeć stado dzikich wielbłądów w kolorze całkowicie zlewającym się z tłem. Masada Twierdza Masada to starożytna forteca, symbol żydowskiego oporu wobec najeźdźców, odpowiednik polskiego Westerplatte. Rzymianie oblegali Masadę od jesieni roku 72 do 1 maja roku 73. Początkowo chcieli wziąć miasto głodem, ale ta taktyka nie sprawdzała się. Wykorzystując pracę jeńców usypali więc olbrzymią rampę z ziemi, wciągnęli po niej machinę oblężniczą, która naruszyła mury. W obliczu klęski obrońcy miasta popełnili zbiorowe samobójstwo. Właśnie po tej rzymskiej rampie możemy dziś w najłatwiejszy sposób pieszo zdobyć twierdzę Masada w około 20 minut. Dostępna jest również bardziej wymagająca trasa od strony Morza Martwego, tak zwaną „wężową ścieżką”. Czas podejścia z tej strony to około 45 minut do godziny. W upale trzeba zabrać zapas wody – przyda się butelka z filtrem. Na twierdzę można też wjechać kolejką linową za 76 NIS. Na pewno warto odwiedzić to miejsce ze względu na jego historię, ale również ze względu na piękne widoki. Morze martwe Po spotkaniu z historią czas na spotkanie z Morzem Martwym. Jedyna darmowa plaża nad Morzem Martwym znajduje się w miejscowości Ein Bokek. W drodze z Aradu do Ein Bokek towarzyszą nam piękne krajobrazy pustyni Negev. Praktycznie każdy skrawek wybrzeża zastawiony jest hotelami, w których nocleg przekracza raczej możliwości finansowe turysty budżetowego. Jednak darmowa plaża spełnia nasze wszystkie oczekiwania, przede wszystkim jest dostępny prysznic ze słodką wodą. Można nim spłukać z ciała słynną sól z Morza Martwego, która nawet jak na sól jest wyjątkowo słona. Po słodko-słonym lenistwie na plaży kolejnego dnia ruszyliśmy w kierunku Tel Avivu. Bet Guvrin Po drodze odwiedziliśmy ciekawe miejsce: rezerwat Bet Guvrin i zlokalizowane w nim słynne jaskinie. Cały rezerwat jest bardzo obszerny, pomiędzy poszczególnymi atrakcjami można przemieszczać się samochodem. Niestety ze względu na deszcz skupiliśmy się tylko na jaskiniach, których w parku jest około 800. Dla zwiedzających udostępniono tylko kilka z nich, w tym przepiękne jaskinie dzwonowe. Jak się okazało, jaskinie są dziełem człowieka. W czasach bizantyjskich wydobywano z nich wapno i kredę i tak powstałe wnęki zostały zasiedlone aż utworzyły całe podziemne miasto. Jaskinie Bet Guvrin Tel-Aviv Tel-Aviv przywitał nas deszczem, ale poranek przyniósł poprawę pogody i zgodnie z planem wyruszyliśmy na miejski trekking z centrum Tel-Avivu brzegiem morza do Jaffy. Tel-Aviv jest bardzo nowoczesnym miastem, został założony w 1909 roku na obrzeżach starożytnego portu Jaffa. Nie spotkamy tu raczej ortodoksyjnych żydów w tradycyjnych strojach. Na ulicach będą mijać nas raczej biznesmeni w garniturach. Przy głównych handlowych ulicach znajdują się butiki wszystkich światowych marek, a wieczorem otwierają się knajpki i życie nocne kwitnie do rana. Nasz spacer rozpoczęliśmy w okolicach Starego Portu w Tel-Aviwie, by zakończyć go w porcie w Jaffie. Niespieszne przemieszczanie się brzegiem morza, zwiedzanie Jaffy i powrót zajęły nam praktycznie cały dzień. W oddali nasz cel – Stara Jaffa, po drodze tony piasku, fale i słońce. Jaffa Jaffa to jeden z najstarszych portów na świecie, pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1486 r. Władzę sprawowali tutaj faraonowie, Filistyni, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie i Rzymianie. Tutaj przybijały do brzegu wyprawy krzyżowe. Od zawsze mieszkali i mieszkają tu Arabowie, dzięki temu architektura tego miejsca nabrała wyjątkowego charakteru i klimatu. W wąskich uliczkach i zakamarkach znajdziemy pracownie artystyczne, galerie i małe knajpki. Z oddali można podziwiać kontrastujące ze starymi murami Jaffy wieżowce Tel-Avivu. Park położony w górnej części Jaffy to świetne miejsce na piknik z widokiem na wieżowce. Można tu nabrać sił na drogę powrotną. Tym razem wędrujemy w odwrotnym kierunku po drodze podziwiając wieżowce wyrastające z plaży Sześć dni minęło bardzo szybko. Na pewno Izrael oferuje bardzo dużo możliwości dla osób lubiących aktywny wypoczynek i dla takich, które chciałyby po całodziennej wędrówce chwilę spędzić na plaży. Na temat odprawy bezpieczeństwa przy przylocie i odlocie krąży wiele legend. Wszyscy przewoźnicy ostrzegają, że na lotnisko powinniśmy przybyć nawet trzy godziny przed odlotem. Być może mieliśmy dużo szczęścia, ale nasza odprawa i rozmowa z urzędniczką trwała jakieś dziesięć minut. Małgorzata, Marcin i Michał Felińczak Usiądźcie wygodnie, dziś się trochę pouczymy. Przede wszystkim o tym, jak polecieć do Izraela, zostać tam na pięć dni, jeść do pełna i nabrać zdrowej opalenizny. A to wszystko w wersji dla oszczędnych. Ruszamy! (A i wybaczcie jakość zdjęć, nie dysponowaliśmy wtedy godnym aparatem.) Mówi się, że Izrael jest krajem bardzo drogim. I nie jest to jakieś duże kłamstwo, ale tak naprawdę można i to państwo zwiedzać niskim kosztem. Trzeba tylko wiedzieć, jak się za to zabrać. My postanowiliśmy zaoszczędzić głównie na transporcie i noclegach, a budżet przeznaczyć na dobre jedzenie i napoje. A tak w ogóle, to w tym poście „my” to dwóch facetów – ja i mój kolega Seba (w Izraelu byliśmy, gdy Julia ciężko pracowała za oceanem). Tak więc każda cena w tym tekście wyliczona jest na jedną osobę. Podczas naszego pobytu 100 szekli miało wartość ok. 88 złotych. Transport Katowice – Tel Awiw Organizację wyjazdu należy rozpocząć kupnem biletów lotniczych. Wizzair co jakiś czas oferuje promocje. Nam trafiła się naprawdę wyśmienita okazja – pięć czerwcowych dni, w tym weekend, w dwie strony za 200zł/os. Wyloty z lotniska w Tel Awiwie są często śmiesznie tanie, więc gdy kupujecie przeloty przez internet, to zamiast opcji „Katowice-Tel Awiw w obie strony” wybierzcie najpierw lot KTW-TLV (zapłacicie w PLN), a następne osobno lot TLV-KTW (opłata w izraelskich szeklach). My w ten sposób zaoszczędziliśmy jakieś 60zł na bilecie. Z domu na lotnisko Jeśli wylatujecie z Katowic, to najlepszą opcją jest dojazd na lotnisko samochodem i parking Guard w pobliżu. Przemiła Pani odwiezie Was pod terminal i odbierze po powrocie (ona nigdy nie śpi). A! a jak trzeba będzie, to i akumulator naładuje (tak, zdarzyło się). Za to parkingowe all-inclusive zapłacicie 35zł, lepszej opcji nie znajdziecie. Z lotniska Ben Gurion do centrum Tel Awiwu Z lotniska Ben Gurion dojedziecie do centrum miasta autobusem lub pociągiem. My jechaliśmy do naszego hosta, który mieszkał w Giwatajim (a więc nie w samym Tel Awiwie), więc ruszyliśmy autobusem 475 za szekla. Nie ma opcji zapłaty w dolarach czy w euro, więc rozmieńcie trochę gotówki po złodziejskim kursie na lotnisku, aby móc spokojnie dojechać do miasta. W polskich kantorach nie znaleźliśmy szekli przed wyjazdem. Komunikacja miejska Nie jeździliśmy po Tel Awiwie ani przez moment autobusem, ale podobno bilet kosztuje szekla. Naszym zdaniem, najlepszym wyjściem jest wynajem roweru. Punktów, z których ów rower można zabrać jest w mieście od groma. Za cały dzień jazdy zapłacicie 17 szekli. Wystarczy pamiętać, żeby jednorazowo nie jechać pomiędzy stacjami dłużej niż 30 minut, bo zostaną doliczone dodatkowe opłaty za długi przejazd. Transport Tel Awiw – Jerozolima Udaliśmy się również w podróż do Jerozolimy, która oddalona jest od Tel Awiwu o jakieś 60km. Autobus 480 z Terminala 2000 jeździ co 20 minut, kosztuje 19 szekli, a podróż trwa godzinę. Piękne widoki, wi-fi i klimatyzacja w cenie. Tel Awiw – noclegi Gdy trzeba oszczędzać na noclegach, to tradycyjnie najlepszy okazuje się Couchsurfing. Nasz przypadek: pięć nocy, zero złotych, zero szekli. Nowi kumple, trochę śmiechu, mistrzostwa świata w TV i gorący prysznic po całodniowym zwiedzaniu. Wypas. Jak będziecie szukali hostów, to piszcie również do tych, którzy mieszkają w miejscu o wdzięcznej nazwie Giwatajim – to jakieś 4km pieszo od wybrzeża Morza Śrōdziymnego. Izraelskie pamiątki Co kto lubi. Można przywieźć ze sobą przyprawy, chałwę, hummus, breloczki z hamsą, t-shirty i mnóstwo innych dziwnych rzeczy. Dobre ceny znajdziecie na targu Carmel Market. Nie kupujcie za to przy Porcie Jaffa. Kiedy opłaca się coś nabyć? Gdy mały breloczek jest za 5 szekli, wielka hamsa na ścianę za 15, a koszulka z hebrajskim napisem lub sporych rozmiaró kostka chałwy za 20. Bez obaw – kontrole na izraelskim lotnisku są dokładne, ale takie pamiątki możecie bez stresu przewozić w bagażu podręcznym. A i podczas zakupów można (należy!) się targować! Jedzenie, wyżerki, przekąski Najważniejszy punkt imprezy. Tutaj wydaliśmy najwięcej, jasna sprawa. Ale na izraelskim jedzeniu pod żadnym pozorem nie wolno oszczędzać. Spróbujcie tego: Falafel – tani, świeży, pyszny. Dokładnie taki, jaki powinien być lekki lunch w podróży. Między 10 a 17 szekli to dobra cena. Hummus – nie dla każdego, ale dla nas bomba. Gęsta pasta z ciecierzycy, którą w Izraelu wykorzystują jak u nas masło. W supermarkecie (np. am:pm) 10 szekli, w kanjpie od 22. Shakshuka – jajka na pomidorach z… nie wiadomo czym. Ale jakoś tak wyjątkowo przyprawione. Serwowana na małęj patelni, z drobno pokrojonymi warzywami i kawałkiem pity. Znaleźliśmy całkiem smaczną w pobliżu plaży za 20 szekli. Shawarma – bardzo podobna do „naszego” kebaba. Kawałki mięsa, sos, ogórek, pomidory i co tam jeszcze sobie zażyczycie. Od 15 szekli. Miejsca, na które należy zwrócić uwagę: Cofix – sieciówka, która w swojej ofercie ma wszystko po 5 szekli. Lody, szejki, kanapki, kawa, drożdżówki. A w Jerozolimie jest i wódka, i piwko. The Old Man & The Sea – najpopularniejsza restauracja w starym mieście Jaffa. Nie jest tania. Można wręcz powiedzieć, że jest cholernie droga. Ale jak już dostajecie swój obiad (np. krewetki z pieczonymi ziemniakami), a do tego 22 talerzyki z sałatkami, hummusem, falafelem, czy pastą o smaku czipsów (serio!), to wiecie już za co zapłaciliście od 79 do 109 szekli. Dostajecie również dzbanek najlepszej lemoniady, jaką piliście w życiu, a wspomniane talerzyki będą na bieżąco uzupełniane. Całość zagryzacie przepyszną laffą. Bajka. Inne: kanapka na dwóch to koszt 26 szekli (cukinia, hummus, pesto), turecka kawa za 10; piwo w lokalu za 18 szekli to dobra inwestycja (Maccabi abo Goldstar!) (; Inne kwestie finansowe Internet – wi-fi w każdej knajpie i w najpopularniejszych miejscach turystycznych. Woda – kran co dwieście metrów, można pić bez obaw. Wino – 20 szekli za butelkę. Ale nie kupujcie słodkiego, a już na pewno nie tego ze zdjęcia pod spodem. Podsumowanie Wydaliśmy mniej niż 1000PLN 900PLN za osobę za pięć dni „all-inclusive” w Izraelu, w czerwcu, w dwóch wspaniałych miastach. Wydaje nam się, że to całkiem niezły wynik, hm? 🙂 (Wszystkie informacje w tym poście dotyczą sytuacji w roku 2014. Jeśli coś się od tamtego momentu pozmieniało, to dajcie nam znać.) Co sądzisz o pomyśle na budżetowe zwiedzanie Izraela? Skomentuj ten tekst na Facebooku! Mateusz Sebastian Ślązak zakochany po uszy w śląskim języku, piłce nożnej i Śląsku. No i w żonie oczywiście. Przygotowuje artykuły, tłumaczy teksty, współpracuje z telewizją i tworzy strony internetowe.