Internauci zgłaszają, że na Dolnym Śląsku grzybami obrodziło w rejonie góry Kukułka w Kłodzku. Warto też wybrać się do lasów wokół Starego Węglińca w powiecie zgorzeleckim. To bardzo istotne, bo na Dolnym Śląsku mamy liczne atrakcje. Tak naprawdę z każdej strony. Możemy korzystać z uroków górskich, ale też nizinnych. Możemy korzystać z wypoczynku w sposób aktywny np. z turystyki rowerowej. Możemy też korzystać z niesamowitych atrakcji – chociażby ze Starej Kopalni. Wielkanoc na Dolnym Śląsku. https://smakidolnegoslaska.przystanekd.pl/2020/04/wielkanoc-dolny-slask.html A oto kilka przepisów na wielkanocne dania z Duża zmiana pogody czeka nas na Wielkanoc. 12 kwietnia 2022, 15:33. TVN Meteo | Pogoda. 12 kwietnia 2022, 15:33. przez 10 st. C w centrum kraju i na Pomorzu, do 11 st. C na Dolnym Śląsku Uczestnicy kolonii Niemiecka armata polowa 7,7 cm FK 96 n.A. w 2007 roku na zamku Czocha Niemiecka armata polowa 7,7 cm FK 96 n.A. w 2010 roku, widoczne wygniłe drewniane obręcze kół z powodu braku zabezpieczenia działa przed warunkami atmosferycznymi Niemiecka armata polowa 7,7 cm FK 96 n.A. w 2012 roku na zamku Czocha Niszczejące, niczym niezabezpieczone przed warunkami atmosferycznymi Muzeum nie zapomina o najmłodszych! Drogie Dzieci! W Wielką Sobotę na kanale Youtube przedstawiamy pierwszą z szeregu animowanych prezentacji edukacyjnych, k Zbiory z Muzeum Narodowego w Warszawie postanowiono wywieźć na Dolny Śląsk. Sowieci trafili do jednej z rezydencji, gdzie pozostawione byłe skarby Polski. Pułkownik Moskwin długo się nie zastanawiał, co zrobić, przecież liczył się każdy łup. Rozkazał je zatem "przywieźć je do starannej konserwacji w pracowni konserwatorskiej 18 czerwca 2022, 10:29. Miłośnicy górskich wycieczek, którzy mieszkają na Dolnym Śląsku lub w okolicach, mają prawdziwe szczęście. Dla nich zdobywanie tzw. Korony Gór Polski, czyli Dolnośląscy cystersi do końca XIII w. nie tylko założyli filie w Henrykowie i Kamieńcu Ząbkowickim, ale weszli również w posiadanie Barda Śląskiego, w którym na miejscu dawnej kaplicy wybudowali pierwszy kościół, oraz zespołu klasztornego wraz z bazyliką pw. św. Jadwigi w Trzebnicy. Turystyczny Szlak Cysterski stanowi część Wielkanoc - 10:00 Święta wolne od pracy - 10:00 Święta pracujące - 18:00 Nabożeństwa w języku niemieckim na Dolnym Śląsku są prowadzone również w bN8D. 140–160 zł/os. Willa Poziomka, Karpacz, ul. Fryderyka Chopina 7Oferta stała140–160 zł/ Państwa do Willi Poziomka. Spędzicie Państwo Święta Wielkanocne w domowej atmosferze. Serwujemy dla Państwa smaczne, tradycyjne posiłki ( wędliny z własnej wędzarni, domowe ciasta i wiele innych potraw). Willa Poziomka usytuowana jest w…600 zł/całość Dom do wynajęcia "Sudecka 100" 3 km od Karpacza, Karpacz, Sudecka Miłków 100Oferta stała600 zł/całośćOferujemy cały dom na wyłączność w okresie Wielkanocy na min. 4…od 200 zł/os. Pensjonat Zameczek, Szklarska Poręba, ul. Piastowska 39Oferta stałaod 200 zł/ wielką przyjemnością zapraszamy Państwa na Święta Wielkanocne do Pensjonatu Zameczek. Nasz pensjonat jest położony wśród szlaków turystycznych co daje możliwości na rodzinne wycieczki po okolicy oraz organizowanie czasu wolnego na świeżym…420–600 zł/usługa Ośrodek wypoczynkowy ReVita, Szklarska Poręba, ul. Górna 33Oferta stała420–600 zł/usługaOPobyt w dniach – w cenie 600 zł/os dorosła 420 zł/dzieci do lat 10 Przy dłuższych pobytach specjalne rabaty. W cenę wliczone: 4 noclegi z wyżywieniem -śniadanie, obiadokolacja, opłata klimatyczna (noclegi w pokojach 2,3,4…180–200 zł/os. Nad Zaporą, Karpacz, ul. Konstytucji 3 Maja 80Oferta stała180–200 zł/ Państwa do spędzenia Świąt Wielkiej Nocy w naszej willi Nad Zaporą. Gwarantujemy Państwu rodzinną, domową atmosferę. Serwujemy smaczne, świąteczne, tradycyjne śniadania wielkanocne, między innymi wędliny z naszej wędzarni, domowe ciasta…od 40 zł/os. Agroturystyka Studzienno& Zagroda Rekreacyjna, Polanica-Zdrój, Studzienno 4A/2Zwierzęta to nasza pasja, a zagroda to nie tylko miejsce pracy.... to również oaza odpoczynku i wspólnie spędzanych rodzinnych chwil wśród jej mieszkańców. Będąc naszym gościem poznacie nie jedną ciekawostkę z ich życia. W naszej końskiej rodzinie…od 50 zł/os. Willa Poranek, Szklarska Poręba, ul. Obrońców Pokoju 11Oferujemy rodzinne apartamenty na czas Świąt… Jak 300 lat temu brzmiała na Dolnym Śląsku Wielkanoc? Do księgarń trafia właśnie niezwykła książka wrocławskiego muzykologa dr. Grzegorza Joachimiaka. Opowiada ona o fenomenie dolnośląskiej muzyki. Muzyka, która powstawała w regionie, była grana i słuchana w całej Europie. W jednym instrumencie nie było w Europie bieglejszych i zdolniejszych nad Dolnoślązaków. Lutnia. Zapisy tego, co wtedy grano, odnaleziono w klasztorze cysterskim w Krzeszowie. Wiemy, jak ta muzyka brzmiała. Naukowcowi z Uniwersytetu Wrocławskiego udało się zlokalizować wszystkie elementy układanki, która składa się na zbiór Saint Amour. Nie ma drugiego takiego w całej Europie. „Lutnia w klasztorze. Fenomen dworskiego instrumentu w kulturze Śląska XVII i XVIII wieku” – tak zatytułowana jest publikacja naukowa Joachimiaka. Muzykolog przeprowadził prawdziwe śledztwo szukając dawnych zapisów utworów na lutnię. Część znalazł we Wrocławiu, część w Warszawie, a część… w bibliotece w Szwecji. - Warto było szukać, bo to nasz dolnośląski fenomen, który rezonował na całą Europę. Trzeba sobie wyobrazić, że mamy tu kilka zjawisk na raz – po pierwsze utwory, które powstawały na Śląsku potem niczym „popowe przeboje” trafiały na dwory całej Europy. Po drugie muzycy z Wrocławia, Krzeszowa i okolic: można zaryzykować twierdzenie, że nie było lepszych lutnistów nad Dolnoślązaków. Po trzecie wreszcie – Dolny Śląsk zwariował trzy wieki temu na punkcie tego instrumentu – podsumowuje Joachimiak. Książka, którą napisał, a która ukaże się zaraz po świętach to naukowa opowieść o dawnej muzyce, która na nowo ożyła. Wszystko dzięki płycie, którą autor nagrał z przyjaciółmi kilka lat temu. „Saint Amour – muzyka z rękopisów tabulatur lutniowych cystersów krzeszowskich”. Przed 6 laty po raz pierwszy od ponad dwustu lat usłyszeliśmy, jaką wtedy muzyką rozbrzmiewały dwory, klasztory i przestrzeń publiczna. - Oczywiście instrumentów było wiele – ale tu w regionie byliśmy ekspertami od gry na lutni. W końcu to instrument dworski, ale w graniu na nim wyspecjalizowali się np. cystersi z Krzeszowa. Narażając się na kary grali wspólnie ze świeckimi. Lutnia w XVII wieku na tych terenach – to była moda na granicy szaleństwa. Śląsk w drugiej połowie XVII i pierwszej połowie XVIII wieku stał się jednym z centralnych, a może nawet najważniejszym punktem na mapie Europy rozwoju i pielęgnowania sztuki gry na lutni. Począwszy od ok. 1710 roku aż do lat 70. XVIII wieku, lutnia i muzyka na nią przeznaczona wciąż pozostawała w centrum zainteresowania krzeszowskiego opactwa Cystersów". – opowiada Joachimiak Książka muzykologa z Uniwersytetu Wrocławskiego poświęcona jest kolekcji 15 rękopisów muzycznych z pierwszej połowy XVIII w., zapisanych specyficzną notacją muzyczną tabulatury lutniowej w odmianie francuskiej (literowej). Jest to jeden z największych, jeśli nie największy ze zbiorów tego typu. Dlaczego zatem powstał na Śląsku i w środowisku opactwa cystersów w Krzeszowie? - To pytanie było moim ‘drivem’ nakręcało do poszukiwań. Po pierwsze – taka lokalna moda. Naprawdę Śląsk trzy wieki temu zwariował na punkcie tego instrumentu. Bo jeśli sięgali po niego cystersi, by wspólnie muzykować ze świeckimi – to jak na tamte czasu był to objaw niemal „muzycznego, pozytywnego opętania”. Joachimiak ustalił coś jeszcze: zwykle, gdy odkrywamy dawną muzykę wiązała się ona z obrzędowością religijną. Tu jest inaczej, poznajemy „lutnię w stylu pop” – popularne świeckie utwory. Większość tego repertuaru wykonywano na dworach królewskich niemalże całej ówczesnej Europy, ale są też przykłady utworów kompozytorów działających wyłącznie lokalnie, w tym również z grona cystersów. - Muzyka z lutni wspaniale pasuje do tego czasu, w roku, Wielkanocy, wiosny. Świeża, ożywcza, energetyczna, pogodna. Przyznam, że nie wyobrażam sobie dziś Wielkanocy bez dźwięku lutni w tle. Trochę zwariowałem na punkcie tej muzyki. Jak 300 lat temu Cystersi z Krzeszowa. Ostrzegam – można się od tych dźwięków uzależnić – śmieje się Joachimiak. „Lutnia w klasztorze. Fenomen dworskiego instrumentu w kulturze Śląska XVII i XVIII wieku” Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego. W księgarniach od początku kwietnia. [Katarzyna Uczkiewicz] Józef Herbut urodził się we wsi Grabasznica pięć kilometrów od Serbca, powiat Prnjavor. Kiedy miał dwanaście lat, przyjechał z Bośni z rodziną na Dolny Śląsk. Osiedlilł się niedaleko Bolesławca i pozostał tu na dobre. Ożenił się z panną z Wielkopolski i bardzo się zdziwił, kiedy na wielkanocnym stole zobaczył U nas żurku nie było - tłumaczy. - Może dlatego, że biały barszcz jedliśmy na co dzień, tak dwa w tygodniu, więc chcieli się pozbyć go na a w nim pełno jedzeniaJózef Herbut śmieje się, że polska Wielkanoc w Bośni właściwie niczym się nie różniła od tej, którą znamy. Szło się do kościoła, wracało i zasiadało z rodziną do wielkanocnego Nie pamiętam, o której wychodziliśmy do kościoła - mówi. - Na ścianie nie wisiał żaden zegar, ojciec miał zegarek w kieszonce, ale jak wracaliśmy, to słońce było już wysoko na niebie, więc nie mógł to być wczesny kościołem było strzelanie, nie, nie z broni palnej. Stało tam specjalne urządzenie i każdy mógł strzelić, tylko trzeba było jakiś grosz Ten, który obsługiwał tę machinę, pozwalał wtedy nacisnąć na przycisk i huk był, jak wystrzał z dubeltówki - opowiada. - U nas dzisiaj strzela się na sylwestra, w Bośni strzelaliśmy na Wielkanoc i nikt się temu nie dziwił. Nie wiem, czy to jeszcze z Galicji się wywodził ten zwyczaj, czy może przejęliśmy go od Serbów, wśród których było wystawne, mama kilka dni przed Wielkanocą krzątała się po kuchni, by nadążyć z przygotowaniami. Wzdycha, że do dzisiaj pamięta smak specjalnego, suszonego serka, podawanego raz w roku. Właśnie na serka było pracochłonne. Bo najpierw wlewało się do garnuszka ogrzane kwaśne mleko, gotowało je, potem mocno odciskało serwatkę i tak przygotowany serek kładło się na jedną deseczkę, a drugą przyciskała drugą, na to jeszcze trzeba było położyć kamień, żeby serek był dobrze Serek był może 15 centymetrów długi, z 10 szeroki i tylko ze 3 centymetry gruby - opowiada Józef Herbut. - Taki płaski postał między tymi deseczkami dwa, trzy dni, wyjmowało się go ostrożnie z woreczka, kładło na deseczce i ten twardy, mocnojuż zbity serek umieszczało się nad piecem, żeby tam się suszył. Serek w kształcie serca był ozdobą wielkanocnych koszyków. - Bo wie pani, wtedy to nie było takie symboliczne święcenie, mały koszyczek - tłumaczy. - Kosz był taki, żeby starczyło jedzenia na całe święta. Obowiązkowo jadło się to, co się wylicza: W koszu był więc specjalny serek w kształcie serca, były jajka, dużo jajek, jedno obrane, reszta nieobrane. I obowiązkowo kiełbasa oraz szynka suszona, własnego wyrobu, bo wędliny się nie kupowało. Pieniędzy na to nie było, więc starano się mieć wszystko Jeszcze specjalna drożdżowa babka - podpowiada Tak, a do tego masło w jakimś pojemniczku, obowiązkowo chrzan i sól - dodaje Józef rodzina wracała z kościoła, ojciec brał oświęcone i na duży talerz kroił serek, jajka na cztery kawałki, szynkę, kiełbasę. Taka mieszanka była na talerzu. A mama w tym czasie gotowała kawę Nie było tak, że wszystko do barszczu było wrzucane, myśmy to jedli na sucho - opowiada Józef Herbut. - A do tego mieliśmy białą kawę zbożową z cykorią, która dawała trochę goryczki. Nie pamiętam, żeby była naturalna kawa w naszym domu. Kawa się przydawała, bo wielkanocny serek trochę suchy śniadaniu były ciasta i ciasteczka, a dzieci ciągnęło do do wosku jak długopis- Pisaliśmy je już w piątek, a może nawet czwartek - wspomina Józef Herbut. - Tato przygotowywał specjalny, metalowy pisak z drewnianą rączką. On pisze tak, jak długopis, oczywiście trochę grubsze były te wosk się nanosiło na białe jajko gotowane, robiło się różne wzorki, jakieś kwiatki, kółka, „według zdolności”, potem wkładało się do farby z gotowanych łupin cebuli, na 10-15 minut. Zafarbowane jajko przygrzewało przy świecy, żeby po-zbyć się wosku. Kiedy wytarło się ten wosk jakąś szmatką, pojawiały się bielutkie wzorki, „bo co było pod woskiem, to farba tego nie zakryła”.- Próbowaliśmy sił, która mocniejsza- śmieje się Józef Trzeba było umieć trzymać, bo od strony szpica jajko jest mocniejsze, jak się uderzyło od tyłu, tam jest dołeczek, to skorupka musiała ulec poniedziałek nie mógł się obejść bez oblewania wodą. Tyle że wodą nie Bo po wodę musiałem iść z garnkiem czy małym wiadrem do źródełka, do wąwozu- wyjaśnia Józef Herbut. - Mieliśmy dom na górze, gdzie nie można było wybudować studni i miałem po tę wodę iść na dół jakieś trzysta metrów. Wodę się nie są skansenemEtnograf Marta Derejczyk jest przekonana, że stare tradycje najłatwiej możemy odnaleźć w świątecznych To jest takie wyjątkowe, że ludzie są trochę bardziej konserwatywni w świętowaniu - wyjaśnia. - Święta, takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie, nie ujednoliciły się tak bardzo. Oczywiście zmieniły z czasem, wiadomo, nie jest to zakonserwowane jak w skansenie. Ale jeśli się szuka czegoś starego, często można to odnaleźć w obrzędowości wielkanocnej i bożonarodzeniowej. Choćby pojedyncze elementy, takie jak jakaś dobrze poszukamy, to i na dolnośląskim wielkanocnym stole znajdziemy takie właśnie potrawy. Na przykład górale czadeccy i niektórzy re-emigranci z Rumunii obowiązkowo podają zupa na wywarze z sałaty, która zastępuje dobrze nam znany żurek. Do jej przygotowania potrzeba nam: dwóch główek świeżej sałaty, litra wody, 1,5 łyżki masła, łyżki kaszy kukurydzianej i odrobinę należy porozrywać, wodę zagotować, na osolony wrzątek wrzucić sałatę, gotować 7-8 minut. Teraz zabieramy się do przygotowania zasmażki: rozgrzane masło, trzeba zasypać łyżką kaszy kukurydzianej i chwilę razem podsmażyć. Wystarczy dodać zasmażkę do zupy, wlać kleks śmietany i Bukowinie Rumuńskiej sałot podawano zawsze z domach Dolnoślązaków, którzy przyjechali tu z Rze­szowszczyzny, zamiast żurku może znaleźć się chrzanówka. Do jej przygotowania potrzeba nam: okrawków wielkanocnych mięs (szynki, wędzonki, kiełbas), wywaru z włoszczyzny albo szynki, 4 ziemniaków, cebuli, korzenia chrzanu, 3 ząbków czosnku, butelki żuru lub serwatki, łyżki mąki, kubka śmietany, filiżanki świeżo utartego chrzanu, 6 jajek na twardo, dwóch szczypt majeranku oraz trzeba wrzuć do wywaru, dodać korzeń chrzanu, pokrojone ziemniaki, czosnek, cebulę. Gotować, aż ziemniaki zmiękną, potem zalać chrzanówkę żurem lub serwatką, doprawić mąką ze śmietaną. Zagotować, odstawić, dodać utarty chrzan i rozgnieciony ząbek gotowej zupy wkłada się pokrojone jajka, a na koniec chrzanówkę należy posypać majerankiem i tradycyjne potrawy przyjechały do nas z Mazowsza. Na przykład mieszanina, którą tradycyjnie podaje się do żuru. To mieszanka różnych dość drobno pokrojonych wędlin, jajek gotowanych na twardo i chrzanu. Ci, którzy pochodzą z Podola, nazywają mieszaninę potrawą królewską lub dworską i niekiedy zalewają ją rzadkim wileńskim szynki powinno się zapiekać w cieście chlebowym, natomiast u przesiedleńców z Podtatrza szynki gotuje się w wywarze z kiszonej kapusty. Można też podać na stół wielkanocny wielki, zapiekany udziec z mocno zarumienioną skórką, która często bywa zdobiona nacinanym motywem krzyża, podkreślonym dodatkowo szlakiem z nie może też zabraknąć ciast - bab wielkanocnych, które zanim trafiły pod wiejskie strzechy, były dworskim specjałem, mazurków czy tak zwanych pasków. Paski to nic innego, jak lukrowane drożdżowe ciasto z najlepszej mąki, obowiązkowo z dodatkiem Świętowanie to jeden z momentów, kiedy sobie przypominamy o tradycjach przywiezionych przed laty gdzieś tam z daleka - mówi Marta Przypominamy sobie wtedy, co babcia robiła, że u nas na stole są inne potrawy, niż u sąsiadów lub znajomych. Tym bardziej że ludzie często szukają korzeni. Z jednej strony lubią nowoczesne wzornictwo, ale lubią też rzeczy zakorzenione w rodzinnej tradycji. Szukają też tych tradycyjnych rzeczy, bo mają przekonanie, że to jest bardziej prawdziwe. Wielkanoc to oczywiściekolorowe pisankiOlena Duć-Fajfer ze Stowarzyszenia Łemków uśmiecha się, mówiąc, że Wielkanoc to oczywiście to w wielu wymiarach, bo pisankami obdarowywano bliskie osoby, związane są z z nimi też różne zabawy. Bawią się przede wszystkim dzieci, ale czasem też i Kto mieszka na ­Łem­kowszczyźnie, może je kultywować, na Dolnym Śląsku jest z tym trudniej, ponieważ nie ma tu pagórków - dodaje. - Tak więc na przykład stacza się z górki pisanki i patrzy, która szybciej się pisanki tradycyjnie zdobione są techniką batikową: malowane woskiem, a później w farbowane w naturalnych barwach. Tę samą technikę stosowano również do zdobienia innych rzeczy, na przykład Łemkowie mają też i lany wtorek, nie poniedziałek, ponieważ u nas święta trwają trzy dni- opowiada. - Tak jak wszędzie panny miały być oblewane, bo to bardzo dobrze wróżyło dla ich powodzenia, płodności i wszystkiego, z czym symbolika wody się Duć-Fajfer wspomina, że wśród łemkowskich wielkanocnych zwyczajów było też coś takiego, co fachowo nazywa się karna­walizacją. Najprościej mówiąc znaczy to wszystko na odwrót. Odwrócenie do góry nogami pokazuje, że jest czas specjalny, świąteczny. - Robiono więc tak zwane zbytky, czyli różne psoty - wyjaśnia. - Zamalowywano okna, zatykano kominy, zagradzano drogi, wozy gdzieś wyciągano. Tradycja „zbytków” wydawała się już zapomniania, ale w zeszłym roku przejeżdżałam przez różne wsie i zauważyłam, że powoli cerkiewna nakazuje, podobnie jak w Kościele zachodnim, by już w Wieki Czwartek rozpocząć celebrację. W czwartek więc czyta się 12 „strasnych”, czyli 12 fragmentów pasyjnych Ewangelii. W wielu wsiach kultywuje się nadal tradycję, by podczas czytania „strasnych” 12 mężczyzn stało ze świecami. Ten zwyczaj bierze się stąd, że w cerkwi przy czytaniu Ewangelii zawsze pali się świece. Symboliczny grób Chrystusa- W Wieki Piątek zakłada się w cerkwi symboliczny grób Chrystusa, tak zwaną płasz­czelnycię - opowiada Ol­e­­na Duć-Fajfer. - Jest to coś w rodzaju mandylionu, czyli płótna z wizerunkiem martwego Chrystusa. Stoi ona tam, gdzie zwykle jest miejsce tetrapodu, stolika z ikoną chramową.„Płaszczelnycia” stoi aż do „utre­nia” - jutrzni. Nabożeństwa rozpoczynającego czas Wielkanocy - samego Zmartwychwstania i kończącego trwający od Wielkiego czwartku czas żałobny kończy procesja wokół cerkwi. Przed procesją każdy, kto wchodzi do cerkwi, idzie na kolanach od progu do „płaszczelnyci”. Tak, jak się idzie i całuje ikonę na krzyżu, tak i tutaj przed „płasz­czelnycią” bije się pokłony. - W prawosławiu w okresie świąt wielkanocnych nie klęczy się, ponieważ uznaje się, że człowiek jest w stanie wyjątkowej łaski - wyjaśnia Olena Duć-Fajfer. - Natomiast moment poprzedzający procesję to jest jeszcze koniec okresu procesji ludzie nie wchodzą do cerkwi, czekają przed drzwiami. W tym czasie ściągana jest „płaszczelnycia”. Po zmianie wystroju cerkwi i świątecznym jej przystrojeniu, dominuje biały kolor, rozpoczyna się „utrenia”, poranne nabożeństwo. Nazwa może być trochę myląca, ponieważ zaczyna się ono o celebracji zaczyna się mniej więcej o by zdążyć z tymi wstępnymi, zamykającymi okres postu i otwierającymi już samą Paschę, czyli Wielkanoc. Po „utrenii” jest msza i w cerkwi pięknie rozbrzmiewają radosne, wielkanocne pieśni. Tradycja ludowa nakazuje, by w czasie procesji wokół cerkwi, a zwłaszcza podczas święcenia, brzmiały donośne wystrzały, klekotania. W ruch idą więc różne pukawki, dzwonią dzwony. W samej cerkwi jest też dzwonek, który rozbrzmiewa za każdym takim radosnym śpiewem „Chrystos woskres”.Potem następuje święcenie Paschy. Wtedy też święci się Artos, który będzie rozdzielany w tak zwaną „Fomyną niedzielę” (niedziela Niewiernego Tomasza), czyli niedzielę Antypaschy, pierwszą po Artos to jest symboliczny chleb - opowiada Olena Duć-Fajfer. - Cząsteczki Artosa powinno się zabrać do domu i w trudnych, takich szczególnych chwilach przyjmować na czczo. Obecnie zabiera się go zwykle na maturę czy egzaminy, dawniej dawano umierającym lub na przykład tym tym, którzy udawali się w daleką święcą nie w sobotę, a po wielkanocnym nabożeństwie, które kończy się około trzeciej w nocy. Wtedy wracają do domów i zasiadają do śniadania wielkanocnego. - Wszyscy są głodni, ponieważ co najmniej od północy, a zwykle od wieczora, jest post eucharystyczny, a więc śniadanie spożywa się na czczo - mówi Olena Duć-Fajfer. - Koszyk ze święconym wszędzie wygląda podobnie, tyle że Łemkowie ustawiają w nim jeszcze świeczkę, którą należy zapalić w czasie święcenia ze święconkąW domu Oleny Duć-Fajfer zasada była taka, że w pierwszy dzień Wielkanocy nic się nie gotowało z wyjątkiem zabielanej kawy, którą podawano do śniadania wielkanocnego. A na sto­le musiały się znaleźć te potrawy, które były w koszyku ze święconym. Kosze ze święconym były duże, bo to świadczyło o zamożności Co święcono? Przede wszystkim paschę. To jest okrągłe ciasto drożdżowe tradycyjnie pieczone z białej mąki na mleku - wyjaśnia. - Jako że chleb zazwyczaj pieczono z ciemnej mąki, więc pascha była ciastem dodaje, że w dawnej tradycji paschy miały być bardzo wielkie, tak duże, że nie mieściły się do kosza i mężczyźni nieśli je w płachtach na plecach. Dzisiaj trudno upiec tradycyjną paschę, ponieważ w domach i gospodarstwach nie ma już dużych pieców chlebowych. Zostały tylko różne ludowe żarty o tym, jak ktoś musiał piec rozbierać, bo pascha mu taka wielka urosła, że nie można było jej normalnie wyjąć. Obecnie pascha już znacznie mniejsza, jednak w koszyku zwykle można znaleźć okrągłą bułkę drożdżową. W koszu obowiązkowo były także pisanki. Te tradycyjne, zdobione techniką batikową. Także kiełbasa, boczek, teraz często zastępowany szynką, biały ser nazywany plaskanką, sól, czasem owoce, koniecznie chrzan i chleb. Mogły być też jakieś ciastka. Wszystko to zazwyczaj przyozdobione barwinkiem. Ważne, by wszystkie pokarmy w koszu ładnie się wraca z „utrenii” z tym koszykiem, to trzeba obejść z nim dom trzy razy, żeby się węże w pobliżu nie tradycja ma prawdopodobnie jeszcze pogańskie korzenie nawiązujące do kreślenia świętego koła U mnie w domu ten zwyczaj jest jeszcze żywy, chłopcy lubią obiegać dom z koszykiem, tym bardziej że wracamy z „utreni”, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno - opowiada Olena Duć-Fajfer. - To zwyczaj, który zawsze cieszy dzieciSteffi Wróbel, choć ma 90 lat, jest gejzerem energii. Jej ojciec Konrad Fuhrman - leśniczy- odziedziczył zawód po swoim ojcu i dziadku, który był królewsko-wirtemberskim leśniczym rewirowym. Ona sama już jako matka pięciu córek, w 1970 roku, zrobiła maturę w Technikum Leśnym w Mi­ Tradycyjne niemieckie zwyczaje wielkanocne? Oczywiście szukanie zajączka - odpowiada bez chwili To dla dzieci wielka radość, kiedy znajdują w gniazdkach dodaje, że pamięta, jak z siostrą szukałyśmy wielkanocnego zajączka w ogrodzie, czasem nawet w deszczu. Pogoda musiała być naprawdę paskudna, by rodzice ukrywali słodkie prezenty w Wróbel śmieje się, że ma za dużo prawnuków, by przygotowywać dla nich zajączka, ale jej córki obowiązkowo w Wielkanoc poszukiwały gniazdek z prezentami. Wnuki też. Czasem nawet dla tych większych niespodzianki zawieszano na Jakie słodycze chowano w ogrodzie dla dzieci? - zastanawia się chwilę. - Wie pani, różnie to bywało, wszystko zależało od tego, ile kto miał pieniędzy. Jedni mieli jakieś domowe ciasteczka, inni słodycze kupowane w wielkanocnym stole nie było szczególnych potraw, takich jak na Boże Narodzenie. Musiało być oczywiście ciasto, najczęściej placek drożdżowy z kruszonką. Ona sama czasem jeszcze piecze takie ciasto. I jajka, bo bez jajek nie ma przecież barwiło się w farbkach lub łupinach z cebuli. I takie już pofarbowane malowało w różne Tylko jedna moja ciocia, Tante Agnes, robiła inne pisanki - wspomina. - Na pokolorowane jajka nakładała jakiś specyfik, który wytrawiał wzory. Zakładała do tej pracy grube rękawice. Uprzedała mnie, żebym nic nie dotykała, bo specyfik poparzy mi Wielkanoc była uroczyście świętowana. Przy stole spotykała się obowiązkowo cała Może nawet uroczyściej niż dzisiaj - Steffi Wróbel zamyśla się na chwilę. ąWarto wiedziećWielkanocne obyczajeW wielu domach do dzisiaj przestrzega się zakazu wyrzucania pozostałości po świątecznym ucztowaniu. Jeśli już, to tylko w specjalne miejsce - jak na przykład kości z żeberek, które można rozrzucić w stodole. Jak się tłumaczy - myszy ponoć nie będą wówczas ciąć żboża. Okruszki i skorupki jaj podaje się do skarmienia drobiu, a kosteczki po mięsiwie zakopuje w polu dla lepszego urodzaju. Jest to niewątpliwie zachowana pozostałość po dawnych, jeszcze przedchrześcijańskich aktach ofiarnych, która utraciła obecnie swój rytualny jo skarb. Smaki dolnośląskich tradycjiDawniej święciło się wszystkie potrawy przygotowane na śniadanie wielkanocne. Do bogatych gospodarstw przychodził ksiądz, który błogosławił przygotowaną święconkę. Wszyscy domownicy zbierali się przy pięknie nakrytym stole, zastawionym wędlinami, jajkami i ciastami. Biedni mieszkańcy wsi, którzy nie mogli sobie pozwolić na przyjęcie księdza, przygotowane jedzenie przynosili do najbogatszych sąsiadów. Święcenie odbywało się także na wiejskich placach, pod krzyżami i kapliczkami, albo na dworskich dziedzińcach i gankach. Stary zwyczaj mówił, iż wracając z poświęconym koszykiem, należy obejść swój dom trzy razy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Zabieg ten miał wypędzić złe moce z Baba - dawny, polski zwyczaj ludowy obchodzony w Poniedziałek Wielkanocny, który zachował się jedynie w podkrakowskich wsiach. Siuda Baba to mężczyzna przebrany za usmoloną kobietę. Chodzi od domu do domu w towarzystwie Cygana i kilku krakowiaków, zbierając datki i szukając młodych panien, by wysmarować je sadzą. Tradycja ta związana jest z legendą o pogańskiej świątyni w Lednicy Górnej. Kapłanka, która strzegła w niej ognia, wychodziła raz do roku z nadejściem wiosny w poszukiwaniu następczyni. Wybrana przez nią dziewczyna nie mogła się wykupić, dlatego panny chowały się, gdzie mogły. Tradycja ta nawiązuje do wiosennych słowiańskich obrzędów wypędzania zimy. Żur, biała kiełbasa, mazurek i babka? Czy jest więcej do odkrycia przy wielkanocnych stołach w naszym regionie? Mozaika kulturowa i narodowościowa Dolnego Śląska znajduje wyraz najpełniejszy właśnie w kuchni, zwłaszcza tej odświętnej, szczególnej, gdy dawne tradycje i zwyczaje nabierają szczególnego znaczenia i są w wyjątkowy sposób podkreślane. Na dolnośląskich stołach można zobaczyć najpopularniejsze wielkanocne potrawy – białą kiełbasę, szynki, chleby, jajka – i to pod każdą postacią, w majonezie albo faszerowane, króluje też żurek. Nie ma świąt bez mazurka i babki. Z potraw, które ich zdaniem muszą znaleźć się w Wielkanoc w dolnośląskich domach, są także baranki z masła, pasztety oraz mieszanina, czyli tzw. święconkę. Jest to danie, w skład którego wchodzą różnego rodzaju wędliny: boczek, kiełbasa, szynka oraz jajka i świeżo starty chrzan, a czasami dodaje się też biały ser. Na pewno nie są to tradycyjne potrawy dla wegan i wegetarian- muszą się oni trochę nagimnastykować, aby przygotować śniadanie w swoim stylu. Jajka, chleb, masło, sól, pieprz, babka, chrzan, kiełbaska oraz baranek i zajączek – to produkty, które muszą się znaleźć w koszyczku szykowanym do święconki. Koszyk powinien być ozdobiony bukszpanem i białą serwetką, bo tak nakazuje tradycja. Serwetkę odkrywamy w trakcie święcenia w kościele w Wielką Sobotę. Każda rzecz w święcące symbolizuje coś zupełnie innego. Np. jajko symbolizuje życie rodzące się na nowo, chrzan – hart ducha i siłę, baranek zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, a gałązki bukszpanu są symbolem trwałości życia i nieśmiertelności. A teraz trochę o starszych tradycjach Dolnego Śląska z czasów niemieckich. Święcone palmy wsadzano w domach za krzyże lub święte obrazki, wierząc, że odgonią złą pogodę i będą domostwa strzec przed piorunami. W poniedziałek po Niedzieli Palmowej, zwanym „niebieskim poniedziałkiem” gotowano na obiad kluski z makiem. Wtorek, zwany „żółtym” oznaczał jedzenie żółtek na twardo. Kto płakał w „krzywą środę”, miał mieć krzywy nos, co dzieci brały na poważnie. Nazwę „krzywej środy” wywodzi się z faktu, że Wielki Post liczył dzięki niej czterdzieści jeden dni. W Wielki Czwartek podawana była zupa z pierwszej zieleniny. W ten dzień jadano też powszechnie miód, wierząc, że ochroni on domowników przed chorobami. Wielki Piątek był dla katolików dniem ścisłego postu, dla protestantów najważniejszym świętem wielkanocnym – tradycyjnie odwiedzano groby święte w kościołach, organizowano widowiska pasyjne. Rankiem w Wielką Sobotę zapalano w kościołach ogień wielkanocny i święcono wodę, wieczorem zaś wierni zbierali się na nabożeństwie zmartwychwstania pańskiego Najważniejsze w sobotę było przygotowanie pisanek wielkanocnych, które symbolizowały zmartwychwstanie. Do stołu zasiadano w niedzielę, przy czym odmiennie niż w kulturze polskiej spotykano się przy stole dopiero na uroczystym obiedzie. W kulturze wiejskiej panował zwyczaj zapraszania na obiad bliskich z okolicznych miast. Obiad zaczynano tradycyjnie od zupy, czyli wszelakiego rosołu z makaronem lub kluskami i natką pietruszki. Jednym z najważniejszych wypieków wielkanocnych był na Dolnym Śląsku żółty chleb z bakaliami, zwany Osterbrot. Nie mogło też zabraknąć starannie udekorowanej paschy i serników oraz ciasta wielkanocnego – Osterfladen – z masą migdałową, które było przysmakiem wypiekanym od Nysy Kłodzkiej po Nysę Łużycką. Na stołach gościły również różne baranki wielkanocne – przygotowane z ciasta lub cukru – na obiad podawano zaś pieczoną baraninę lub jagnięcinę. We Wrocławiu wypiekano z okazji świąt obwarzanki wielkanocne. Po wielkanocnym obiedzie rodziny udawały się do ogrodów lub na łąki, aby szukać w trawie pisanek i łakoci, które zgodnie z tradycją miał chować zajączek wielkanocny. Już po kilku chwilach zabawy wśród dzieci wzrastało zdumienie, że raz znalezione pisanki i łakocie znajdowały ponownie w trawie. Zabawa trwała dotąd, jak długo dorosłym udawało się chować je w trawę. W poniedziałek wielkanocny jadano zwykle to, co dzień wcześniej. Z rana młodzież miała dużo zabawy – młodzi mężczyźni zakradali się do domów sąsiadów, budzili śpiących zbyt długo domowników, smagając ich wierzbiną. Polowano szczególnie na młode panny, mając w zanadrzu wodę…